6/23/2010

come home

Jesteśmy w domu. Można już dostać kurki na ulicach Warszawy i odtąd wszystko będzie jasne, proste i żółte. Kurki z szafranowym parpadelle. Kurki w zupie krem z czegoś innego. W kwaśnej śmietanie z lampką czerwonego wina. Możliwości jest całkiem sporo i pewnie jeszcze ciut więcej. U mnie na pierwszy tegoroczny ogień poszły kurki smażone na łyżce oliwy, z makaronem i sosem z gęstej śmietany, tartego żółtego sera, sojowego sosu grzybowego, świeżo mielonego pieprzu i całego pęczka zielonej natki pietruszki. Lato.

3 comments:

Paula said...

jakie smakowitości! fajnie że już dookoła coraz więcej kurek :)

asieja said...

u mnie nie ma kurek.. trochę szkoda.

aga-aa said...

o dziwo- z racji makaroniarstwa, kurek z makaronem czy makaronu z kurkami jeszcze nie jadłam, ale trzeba to nadrobić :)