12/14/2008

Teatime

Zmiana stanu skupienia ulubionego czaju zachodzi równie gładko jak przejście jesieni w zimę. Rozkoszujemy się aromatem, unoszącym się nad filiżanką, łyk po łyku rozpuszczamy się od środka, krok po kroku topnieją nam serca, zasilając masę atmosfery. Niestety, podręczniki anatomii to jedno, a stan zachwianej homeostazy to drugie. Dlatego, dla równowagi, parującemu naparowi towarzyszy garść suszonych jabłek z własnego sadu. Przetrwalnikowa forma słońca. Trochę wspomnienie, a trochę obietnica.


Since we discovered a dryer at our village home, our Warsaw flat become full of nice aromas like, for example, dried mushrooms, however for me on top of the top are certainly dried apples. Always goes with favourite tea and good company. We're trying to catch tea's transitory aroma, crunching dried but not died memory of late summer, and then, for the last but not least, we mature to raise our hopes.

2 comments:

Jack said...

HEY! great a food drier! I want to try one of those... at least just for fun... I'm not a great tea fan... I prefer coffee. In here Argentina... we drink MATE I am not a huge mad fan of mate but I like it... and you should try that to...some infusions with that herb...good ;).

majmily's said...

;) I've tried mate already, and it was love at the first sight, but U know...I still wait for Ur invitation to Argentina to try a real one;))