9/19/2010

ruby blue


W liceum miałam taka małą perwersję, żeby przy mp3 z Czesławem Miłoszem czytającym swoje wiersze myć podłogę. Do nauki najlepsze jest UNKLE. A do sushi? Robiąc sushi, okazuje się, najlepiej słuchać Roisin Murphy. Przetestowaliśmy ostatnio robiąc swoje domowe. Było pysznie i bardzo kolorowo.
W repertuarze były klasyczne maki, czyli ryż w occie ryżowym i cukrze, zawinięty w algi nori, maczany w wasabi i sojowym sosie. Co było w środku? Miks najróżniejszych składowych: wędzonego łososia, pasty z wędzonej makreli i serka philadelphia chrzanowego, papryki, awokado, ogórka, paluszków krabowych, pasty z tuńczyka z puszki z papryczką chilli i melonem.
Trudno jest mi wyobrazić sobie coś bardziej przyjemnego, sensualnego i odprężającego niż zawijanie ulubionych dodatków z ryżem w aromatyczne płatki nori. Stoję, zawijam sobie to w te sreberka, a na twarzy maluje mi się błogi uśmiech. Zamiast warsztatów mediacji, zamiast terapii małżeńskich, sushi dobre na wszystko;)

3 comments:

Ania vel Vespertine said...

Roisin do sushi? Kurczę, nie lubię sushi, uwielbiam Roisin! :)

maja miusow said...

nie wiem czy samo zawijanie, (chociaz moze i tak, bo uspokaja) ale jedzenie sushi a pewno jest dobre na wszystko;) x

małgo. said...

zawijanie uspokaja - to fakt;)
pzdr:*