3/20/2009

Purple rain

Ostatni dzień kalendarzowej zimy to też ostatni dzwonek, żeby napisać o czymś tak jesienno-zimowym, jak gorący grzaniec. Niby prosty, niby mało wyszukany, ale jakoś nie mogę wyobrazić sobie lepszego sposobu na przełamanie aury zimowych lodów. Idealne grzane wino powinno być czerwone (choć piłam kiedyś w Czeskim Filmie we Wrocławiu cudny grzany wermut bianco z grejpfrutem), aromatyczne, z przyprawami i pomarańczą. Nie zagotowane, z wyczuwalnym smakiem i zapachem owoców i przypraw. Dosłodzone miodem lub cukrem trzcinwym. I wbrew pozorom nie tak łatwo na nie trafić: wypiłam w stolicy tej zimy wiele grzanych win i żadne nie zapisało się złotą zgłoską w mojej pamięci. Glogga nie licząc. Rzecz chyba tkwi w proporcjach, odpowiedniej temperaturze i tak zwanej oprawie. Za Krakowem jakoś nie przepadam i jeżdżę tam jak za karę, ale trzeba przyznać, że w kwestii budowania klimatu pod grzane wino nie ma sobie równych. W tym tygodniu wpadłam na chwilę do Krakowa i dotrzymałam stałego punktu zimowego jeszcze programu - wizyty w nieco pretensjonalnej i bohemiarskiej, ale jakże niezrównanej Alchemii. Za symboliczną piątkę można tam dostać najlepsze grzane wino. Oczywiście w moim subiektywnym rankingu, bo jedno jest pewne: ilu miłośników, tyle ulubionych sposobów na grzańca.

Hot spiced mulled wine. Perfect drink for long winter evening. There's a lot of types of it, and almost anyone has each to his own. I'm not going to discuss it, I'll just afford myself to one advice: if U'll drop over Krakow, visit Alchemia and try their delicious, aromatic hot wine!

1 comment:

Ania said...

Zaczynam mieć zadyszkę, ale macie tu tempo publikacji! :)

Tez mam swoje ulubione iejscez grzanym winem,w tawernie tuż przy morzu, nieopodal miejsca, gdzie kiedyś mieszkałam.