2/06/2010

z pamiętnika antybogini

Nie raz juz na tym blogu przyznawałyśmy się do filozofii How NOT To Be a Domestic Goddess, nie ukrywając, ze zdarza nam się częściej niż od czasu do czasu korzystać ze sklepowych mrożonek czy niezdrowego makaronu;)
Ostatnio, gdy pierwsza połowa majmilys odwiedziła drugą w Warszawie, ta pierwsza zajęta była dystrybucją swego rękodzieła, a druga - ostatnią w zyciu sesją egzaminacyjną. Obiad w rezultacie składał się z hipermarketowego kurczaka w sosie sojowym z pewną i niezaprzeczalną zawartością glutaminianu sodu, błyskawicznego makaronu gryczanego soba do zalewania wrzątkiem i orientalnej mieszanki warzyw na patelnię.
Nic, czym możnaby się chwalić, ale trzeba przyznać, że czasem nie ma nic lepszego od sycącego obiadu, niezdrowego, ale w kwadrans;)

1 comment:

maja m.miusow said...

to wcale nie bylo niezdrowe!